Wczorajszy dzień był ciekawy, taki spontaniczny, a potem przez 1,5 h można było się wsłuchać w cudowne pieśni, tzn, zależy ktoś śpiewał. Cieszę się że pani Anita jeszzce mnie pamięta, że nie przyjeżdżam do Koprzywnicy tylko dlatego że jest Samba, pierwszy raz weszłam na sale w jeansach a nie dresach, luźnej koszulce bądź w spódniczce tanecznej. To fajne uczucie. ;) Jak tak mówię o tej sali, tak cholernie strasznie przypomniał mi się musical i pójdziemy razem, ostatnio nawet słuchałyśmy ją z Madzieńką, Szymonem i Maćkem wracając z Tarnobrzegu.
Wszystkim w przeciągu kilku dni dzieje się jakaś krzywda, cierpią, nie mogą zapomnieć, jeszcze raz cierpią. To takie... szczerze mówiąc to nie jestem w stanie tego określić, jedyne co odciąga mnie od tego wszystkiego jest Amelia. ;)
Śmierdząca potem sala, śliska podłoga w sali konferencyjnej w hotelu Montis i spokojny głos pani Asi, w uszach gra Amelia, wyobrażasz sobie siebie na łące pełnej kwiatów, nie czujesz stresu, własnego ciała, ciężaru, kompletna pustka. Nagle, muzyka się kończy, otwierasz oczy i wszystko staje się inne.
Jusia. ;)
Marysia.
Awangarda.
Marysia. :)
No bo taka śpiewaniem zmęczona była, że aż sobie usiąść musiała. :P
Marta.
Marysia jest osobą nieśmiałą, tak, tak. ^^
mamemimomu, mmmmmm :D
liiiimamemimo mu u u u u
OdpowiedzUsuńlegato ... stakato ;D
taa. Marysia jest bardzo nie śmiała, ale patrząc na Jusie, pf ;D
OdpowiedzUsuń